Moja słodziutka kawa.
Uczęszczając do szkoły= wraz z moją koleżanką Joanną - a do owej szkoły miałyśmy-ba, około 2 godziny ,,luksusowym "samochodem jej taty, który to użyczał swej córce, coby wraz z koleżanką nie musiała wystawac po nocach na przystanku- zawsze wstępowałyśmy gdzieś na kawę . Wyglądało to tak- Joanna parkowała tatową limuzynę- ja biegłam po kawę, siadałyśmy przy stoliku z nosem w jakowymś zeszycie, a następnie po wypiciu kawy- biegiem do samochodu i na zajęcia.
-Chyba muszę zacząc mniej słodzic.Poinformowała mnie Joaśka. Dwie łyżeczki- to stanowczo za dużo, ledwo dopiłam.
-Wiesz ........ ja też mam to samo. Pewno mają tutaj słodszy cukier. W sumie to jak zwykle- dałam Ci dwie niepełne.
-Ja też posłodziłam moją i twoją .. jak zwykle. Poinformowała mnie Aśka.
Cóż = 4 łyżeczki na filiżankę- to chyba była najsłodsza kawa w moim życiu- tak prosto od serca Joanny.
środa, 4 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz